Boże Narodzenie dla Afrykańczyków to nie święto. To realna nadzieja na lepsze życie. Już jutro!

 Mimo prawie 60 lat niepodległości, Afryka nadal jest kontynentem nędzy. Skąd ubóstwo i głód w krajach, w których klimat jest wielkim sprzymierzeńcem rolników i pozwala zbierać plony co najmniej cztery razy do roku? Odpowiedź jest prosta: Afryka wciąż „nie należy do siebie” – jak to określił kameruński teolog, Jean-Marc Ela. Czarny kontynent nieustannie pozostaje „kopalnią złota” dla światowych mocarstw, które systematycznie rabują zasoby i surowce. Przykładem jest Demokratyczna Republika Konga, z której cenne minerały, m. in. koltan, poprzez korporacje świata zachodniego, wędrują do naszych telefonów komórkowych. Większość mieszkańców Afryki żyje na wsi i pracuje na potrzeby metropolii. Taki system narzuca na rolnictwo monokulturę. Właściciele niewielkich skrawków pola są zmuszani do upraw eksportowych, takich jak kakao, bawełna czy palmy. Nie mogą uprawiać zbóż i warzyw na własne potrzeby. Niewielkie poletka są strzeżone przez wojsko, by gospodarze nie uszczknęli z nich ani trochę. To prowadzi do klęsk głodowych. Misjonarze niemal we wszystkich krajach Afryki prowadzą ośrodki dożywiania, w których ratują życie dzieciom z wydętymi od głodu brzuszkami. „Elity” rządzące, choć własne, śladem kolonizatorów eksploatują i wykorzystują „prosty lud”. Tworzą atmosferę terroru i niepewności, stosują przemoc i dominację.

Jedynym znakiem, że Jezus Chrystus nie zapomniał o Afrykańczykach są misjonarze. Dlatego ewangelizacja Afryki jest nieodłącznie związana z działalnością społeczną, kopaniem studni dla miejscowej ludności, budowaniem szkół, prowadzeniem ośrodków zdrowia. Dla Afrykańczyków zbawienie nie wiąże się jedynie ze sferą duchową, lecz także, a może przede wszystkim – egzystencjalną Chrześcijańską nadzieję mieszkaniec Afryki chce rozumieć jako nadzieję na to, że nie będzie głodny, że znajdzie pracę, że odzyska swoją godność, że przestanie wreszcie żyć w lepiance bez wody i prądu, że będzie mógł skorzystać z pomocy lekarza, a jego dziecko pójdzie do szkoły. Dlatego w afrykańskich krajach rozkwitają tzw. kościoły niezależne czy wolne. Przedstawiają one Jezusa raczej jako  „Wyzwoliciela” niż „Pośrednika łaski”. W tej sytuacji Kościół katolicki w Afryce  „musi zejść z utartej ścieżki pobożności, zamkniętej w rytuałach” – mówi Jean Marc Ela. Musi być blisko biedy i codziennych problemów człowieka.

Ewangelia pobudza Afrykańczyków do aktywności na rzecz wyzwalania się ze wszystkich uciążliwości losu. Wolność, którą przynosi Chrystus, ma być doświadczana w historii życia konkretnego człowieka. Dlatego drogą chrześcijaństwa w Afryce jest budzenie solidarności do podejmowania działań we wspólnej sprawie, do tworzenia społeczności pokoju, sprawiedliwości i wolności. Bóg Ewangelii jest Bogiem dającym życie, który odrzuca każdy system rodzący głód i śmierć. Chrystus wyzwala Afrykańczyka w rzeczywistości jego codziennego życia, Jest oczekiwany wszędzie tam, gdzie panuje głód i ucisk, których nie da się pogodzić z planem Boga wobec człowieka i świata. Szczególnie w Boże Narodzenie. Co roku ta nadzieja ożywa na nowo i nie pozwala chrześcijaństwu afrykańskiemu stać się chrześcijaństwem muzealnym, jak to się zaczyna dziać w Europie. W Afryce chrześcijaństwo to życie.

 

autor: Monika Mostowska