
Afryce trzeba pomagać, bo każdy na różnych etapach swojego rozwoju może potrzebować pomocy. Powinniśmy sobie jednak stawiać pytanie: „Jak pomagać Afryce?" To tylko jeden z wielu wniosków debaty pt. „Nasze grzechy wobec Afryki" zorganizowanej przez Pallotyńską Fundację Misyjną Salvatti.pl. Kontekst debaty wyznaczył, obchodzony pod koniec maja, Dzień Afryki. W gronie ekspertów znaleźli się: dr Izabela Łęcka z Instytutu Studiów Regionalnych i Globalnych Uniwersytetu Warszawskiego, specjalista w zakresie geografii medycznej, która prowadzi szkolenia wolontariuszy polskich i zagranicznych organizacji humanitarnych przed wyjazdem do krajów Trzeciego Świata, Malwina Bakalarska z Zakładu Kultur Afryki w Instytucie Kultur Śródziemnomorskich i Orientalnych PAN, Mamadou Diouf, pochodzący z Senegalu, założyciel fundacji „Afryka inaczej" oraz ks. Marcin Iżycki, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych diecezji warszawsko-praskiej.
Uczestnicy debaty zauważyli, że ubóstwo Afryki to smutne echo kolonializmu i niewolnictwa. – Transformacja społeczna w Afryce miała charakter rewolucji, a nie ewolucji, jak to było w Europie. Na starym kontynencie zachodził powolny proces przechodzenia z gospodarki rolnej w przemysłową. Pociągał za sobą rozwój społeczny, kulturowy, religijny. Kraje afrykańskie w wyniku kolonizacji zostały w rzucone w już istniejący model gospodarczy. Dlatego jest to kontynent kontrastów. W każdym dużym mieście żyją obok siebie dwa światy: bogactwa i ubóstwa – zauważyła Malwina Bakalarska. Przytoczyła przykład Nigerii, w której za brudnymi zaułkami opanowanymi przez bezdomnych rozciągają się nowoczesne centra handlowe. Na zakupy w tych ekskluzywnych miejscach może sobie jednak pozwolić tylko elita, która czerpie zysk z ropy naftowej. Tymczasem jedynymi zabawkami dzieci afrykańskiej biedoty jest patyk i butelka po wodzie. Znaczna część społeczeństwa przez większość czasu jest odcięta od prądu. Ci, których stać na prywatne generatory, zasilają je benzyną i oferują na targu dostęp do gniazdka elektrycznego, by naładować telefon czy się ogolić elektryczną maszynką. Latarnie spotyka się wyłącznie w bogatych dzielnicach.
Unia Europejska i instytucje międzynarodowe pomagają Afryce na różne sposoby. Zwykle jednak jest to pomoc nieskuteczna, która nie trafia do najbiedniejszych. – Istnieje kilka kategorii pomoc. Pomoc dwustronna, która opiera się na współpracy dwóch konkretnych krajów. I ta – jest najskuteczniejsza. Owocuje zazwyczaj stypendiami i innymi rodzajami wymiany międzynarodowej. Pomoc wielostronna natomiast angażuje wiele krajów i agend rządowych, ale nie zawsze trafia tam, gdzie powinna.
Inną formą pomocy jest tzw. pomoc wiązana. Ta budzi wiele kontrowersji. W jej ramach Europa przeznacza Afryce konkretne fundusze, jednocześnie zobowiązując ją, żeby dokonała zakupu w Europie. Komisja Europejska niedawno przeznaczyła konkretną kwotę pieniędzy na zakup sprzętu rolniczego dla jednego z krajów, z zastrzeżeniem, że sprzęt musi być zakupiony w Europie. Takie działania nie wspierają gospodarki afrykańskiej – mówi Malwina Bakalarska. Badaczka podkreślała, że dla Afryki bardzo istotna jest tzw. pomoc techniczna. Polega ona na udzielaniu wsparcia z zakresu wiedzy eksperckiej czy niezależnych obserwatorów przy wyborach do władz.
Najmniej skutecznym i najbardziej korupcjogennym narzędziem wspierania Afryki jest pomoc rozwojowa. Angażują się w nią państwa UE. Każde przeznacza w swoim budżecie jakąś część dla Afryki. – Ta pomoc trafia do portu lub na lotnisko. Tam przejmują ją afrykańscy rządzący, którzy większość zostawiają sobie. Jedynie niewielkie środki wysyłają na ubogie afrykańskie wsie, podkreślając, jak bardzo pomagają ludziom. W ten sposób zdobywają poparcie i umacniają swoje dyktatury. – Co więcej, Afrykańscy przywódcy nie potrafią pogodzić się z porażką, co ostatnio wyraźnie widać na przykładzie Wybrzeża Kości Słoniowej – dodaje ks. Iżycki.
W wielu językach afrykańskich używa się sformułowania: „pan prezydent nam dał". To świadczy o ślepym zaufaniu do władz. Zwiększa je fakt, że w Afryce wciąż panuje analfabetyzm. – W Senegalu obowiązuje język francuski. Nawet hymn narodowy jest w tym języku. Zwykły Senegalczyk nie potrafi go zaśpiewać – mówi Diouf. - Jednocześnie Europejczyk oglądający telewizję czy czytający prasę żyje w przekonaniu, że Europa przekazuje Afryce ogromne pieniądze, a Afryka wciąż prosi. Działaniom pomocowym towarzyszy wielka hipokryzja rządów europejskich. Przecież oni wiedzą o afrykańskich totalitaryzmach, a udają, że wszystko jest w porządku – wyjaśnia Senegalczyk.
Inną bolączką Afryki jest fakt, że postrzegamy ją przez pryzmat stereotypów i kalk. – Europejczycy źle patrzą na kraje afrykańskie, które pozwalają na inwestycje Chińczykom, zamiast korzystać z pomocy Europy. Tymczasem oni nie mają wyjścia. Żadna europejska inwestycja w Afryce nie odbywa się wprost i szybko. Procedury trwają długo. Afrykańczycy mówią: my nie możemy czekać – tłumaczy dr Łęcka.
Winna Europa
- Jeśli jednak mówimy o „naszych grzechach", trzeba przyznać, że nie ma wśród nich grzechów Polaków. Powinniśmy mówić o grzechach Europy wobec Afryki. Wszystko tłumaczy historia. W drugiej płw. XV w. cały zachód „pchał się" do Afryki. Niektórzy mówią, że ta obecność była dobra, ale wiele głosów mówi, że Europa robiła dobrze sobie – zauważył Mamadou Diouf. Szkoły zakładane przez Europejczyków kształciły ludzi, którzy potem byli zdrajcami, pracowali dla krajów europejskich. Drogi, koleje, porty także nie były budowane dla Afryki, ale dla Europejczyków, żeby mogli wywozić z Afryki towary.
Mamadou Diouf stwierdził, że część winy za takie niesprawiedliwe traktowanie Afryki w świecie ponosi Kościół, który aż do czasu Jana Pawła II nie stanął dość wyraźnie w obronie godności mieszkańców Afryki. W czasach kolonializmu i początków niewolnictwa Rzym miał bardzo dużo do powiedzenia, obsadzał królów, miał realną władzę. Gdyby wtedy dobitnie stanął w obronie ludzi Afryki, dzisiaj pewnie byłoby inaczej. Innym grzechem Europy - zdaniem Mamadou Dioufa - jest poniżanie kultury Afryki. - Jeżeli zabierzemy człowiekowi wiarę, która pomaga wyjaśnić sens jego życia, to zabieramy mu wszystko. W Afryce tak się stało. Rodzime wierzenia, zakorzenione w kulturze czyli odległy Bóg, który pomaga ludziom na ziemi za sprawą ich zmarłych przodków, były uważane za zabobony – mówi.
Czy była to wina europejskich misjonarzy? – Kiedy ktoś przychodzi do kościoła po pomoc, nikt nie pyta o wyznanie. Pomagamy wszystkim – twierdzi ks. Marcin Iżycki. Malwina Bakalarska podkreślała, że właśnie misje katolickie są miejscami, wokół których rozwija się edukacja, opieka zdrowotna. Z takiej pomocy może korzystać każdy Afrykańczyk, bez względu na wyznanie. - Misje w wielu krajach afrykańskich są także jedynymi miejscami, w których ludzie mogą rozwijać swoje zainteresowania i pasje, uczyć się języków obcych, śpiewu czy tańca – przyznaje badaczka. Choć do chrześcijańskich kościołów Afrykańczyków przyciąga raczej chęć zaspokojenia potrzeb życia codziennego niż wiara (jak podkreślał Mamadou Diouf – każdy Afrykańczyk jest animistą), koncentrują się oni wokół misjonarzy i przyjmują wiarę w Chrystusa.
Bolączką w Afryce jest opieka medyczna. W Rwandzie, liczącej ok. 10 mln ludności jest tylko 14 dentystów. – Popularność zdobywa telemedycyna czyli zdalne kontaktowanie się z lekarze, przez telefon czy Internet. Tak robi 75 proc. mieszkańców Afryki.
Dla świata ważne są pielęgnowane w Afryce wartości rodzinne. To jedyny kontynent, na którym nie ma ani domów starców ani domów dziecka. W licznych rodzinach zwykle znajduje się miejsce dla każdego. – Bledem jest myślenie, że społeczeństwa Afrykańskie są bierne. W Afryce można wszystko, tylko trzeba jej odpowiednio pomóc – mówi dr Łęcka. – Afryka to nie przedszkole, a Afrykańczycy to nie dzieci. A my, w Europie niejednokrotnie tak ich traktujemy. To jest rasizm – dodaje.
Afrykańczykom trzeba dać dostęp do europejskich i amerykańskich ekspertów, ułatwiać im dostęp do wiedzy, a pomocy ekonomicznej udzielać w przemyślany sposób, by nie sprzyjać korupcji, nie udzielać pożyczek, których biedne kraje nie będą mogły spłacić. Pomoc humanitarna nie może niszczyć lokalnej przedsiębiorczości, a Afrykańczycy na szczeblu międzynarodowym powinni być traktowani jak partnerzy, a nie jak ubodzy krewni.
Wypowiedzi Malwiny Bakalarskiej:
Wypowiedzi Mamadou Diouf:
Wypowiedzi ks. Marcina Iżyckiego:
Wypowiedzi dr Izabelli Łęckiej: