
Krwawe zamieszki ustały. Funkcjonują urzędy. Działa system opieki zdrowotnej. Władza jest w rękach dyktatorskiego prezydenta wywodzącego się z Tutsi, Paula Kagamego. I na razie wydaje się, że tylko taki styl władzy może zagwarantować pokój w Rwandzie. Do takiego wniosku doszli uczestnicy debaty zorganizowanej przez Pallotyńską Fundację Misyjną Salvatti.pl. Dariusz Rosiak, dziennikarz Rzeczpospolitej, który podróżuje
do Rwandy i obserwuje tamtejszą sytuację z bliska oraz Konstanty Gebert, publicysta Gazety Wyborczej, zajmujący się analizą mechanizmów rządzących ludobójstwem. Spotkanie odbyło się w ramach VI ogólnopolskiego Forum Inicjatyw Obywatelskich.
Kontekst wydarzenia wyznaczyły dwie daty, Międzynarodowy Dzień Demokracji, wyznaczony przez ONZ
na dzień 15 września oraz Międzynarodowy Dzień Pokoju, obchodzony 21 września.
Prelegenci uzasadniali konieczność utrzymania reżimu prezydenta Kagamego, patrząc na sytuację w Rwandzie
z różnych perspektyw. – Dyktatura Kagamego polega na skomasowaniu całej władzy w rękach mniejszości Tutsi. Przez nich są kierowane wszystkie wysokie urzędy. Jedynie część ministerstw jest w rękach Hutu. Z europejskiego punktu widzenia jest to atrakcyjny system, np. w parlamencie jest więcej kobiet niż mężczyzn. Te elementy nowoczesności podobają się przyjaciołom Kagamego, do których zaliczają się m. in. Bill Clinton i Bill Gates – wyjaśniał publicysta. Nie jest to dyktatura przypominająca stalinizm, w której ludzie boją się wyjść na ulice i nie mogą normalnie funkcjonować. W Rwandzie nie ma jednak wolnych mediów, ani wolności słowa. Rząd Rwandy dysponuje sprawnymi służbami bezpieczeństwa. Z mniejszym lub większym skutkiem dokonują one zamachów, również za granicą.
Podczas ostatnich wyborów w 2010 zamknięto dwie gazety, ich szefowie zostali skazani na długie lata
w więzieniu. Zdelegalizowane zostały inne niż rządząca partie polityczne. Wymiar sprawiedliwości jest całkowicie kontrolowany przez Tutsi. Do niedawna opierał się on na dwóch filarach: państwowym wymiarze sądownictwa
i tradycyjnych sądach ludowych „gacaca”, które osądziły 120 tys. ludzi zamieszanych w ludobójstwo. - Wśród wielu Hutu panuje przekonanie, poniekąd usprawiedliwione ich świadectwem, że sądy gacaca skazywały niesłusznie. Co więcej są one również formą doboru kadr, na każdym poziomie, włącznie z prawem własności krowy – opowiadał. Zauważył jeszcze jeden konfliktogenny element w Rwandzie - traktowanie ludobójstwa jako niepodważalnego założycielskiego mitu nowej Rwandy. Z tego wynika założenie, że prawie wszyscy Hutusi, którzy przeżyli brali udział w ludobójstwie. Podstawą do tych zarzutów jest fakt, iż potem uciekli oni do Kongo.
Powszechne przekonanie głosi, że „gdyby nie mieli nic na sumieniu nie uciekaliby” – tłumaczył publicysta. Jak zauważa, istnieją również konflikty w ramach obozu władzy między Tutsi przybyłymi z Ugandy i tymi, którzy mieszkali w Rwandzie przed 1994 r. Tutaj też panuje pogląd: „jeśli przeżyliście, jest to podejrzane”. Z tego wynika brak zgody na jakiekolwiek reinterpretowanie tego, co wydarzyło się w czasie trzech miesięcy ludobójczej rzezi.
Zdaniem Konstantego Geberta, w Rwandzie nie zostały wyeliminowane mechanizmy ludobójstwa. Nie została skompromitowana ideologia ludobójstwa. Przypomniał, że u jej podstaw leżą podziały społeczne, dokonane przez europejskich kolonizatorów. - Powołując się na całkowicie nienaukowe hipotezy belgijskich antropologów okresu międzywojennego, twierdzili oni, że Hutu i Tutsi to dwie odrębne i wrogie rasy. Rozróżniali „typowych Tutsi” – wysokich, smukłych, często o nieco jaśniejszej karnacji, i „typowych Hutu” – bardziej krępych i ciemniejszych, oraz zawody „tutsyjskie” (hodowla) i „hutyjskie” (uprawa ziemi) – mówił dziennikarz.
Dariusz Rosiak wskazywał także na polityczne przyczyny ludobójczych walk. - Od 1990 r. na północ Rwandy wędrowały oddziały zawiązanego na emigracji Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego (RPF), złożonego
w większości z wciąż represjonowanych Tutsi. Dokonywały wypadów, które kończyły się masakrami ludności.
W 1992 r. FPR rozpoczął wojnę domową,
w której siłom rządowym pomagały oddziały belgijskie, francuskie i Demokratycznej Republiki Konga. Po 1992 r. RPF opanował dwa województwa na północy. Wówczas, ze strachu przed Tutsi, zaczęli stamtąd uciekać Hutu.
Obecnie pokój w Rwandzie jest oparty na zakazie posługiwania się kategoriami Tutsi czy Hutu, i oficjalnej ideologii pojednania – mówił Konstanty Gebert. Dlatego utrzymanie dyktatury wydaje się być jedynym gwarantem pokoju. Co więcej, w Rwandzie dokonano niesłychanego eksperymentu społecznego – wypuszczono z więzień ludobójców. Kraju nie było stać na to, by trzymać w więzieniu 120 tys. mężczyzn w wieku produkcyjnym, bo Rwanda jest bardzo uboga. Po odsiedzeniu wyroków żyją obok rodzin swoich ofiar – dodał dziennikarz.
Zdaniem Dariusza Rosiaka w Rwandzie trudno wprowadzić inny styl rządów, który zapewniłby pokój, ponieważ nie istnieje żadna wiarygodna opozycja. - Za granicą działa Narodowy Kongres Rwandyjski. Wśród opozycjonistów znajdują Tutsi, którzy sprzeciwiają się Kagamemu, ale to nie jest propozycja demokratyzacji Rwandy – wyjaśniał.
Obecnie obszar Rwandy, wielkości województwa mazowieckiego, zamieszkuje ok. 10 mln ludzi. Większość - 80 proc., stanowią Tutsi, 14 proc. - Hutu i 6 proc. - Twa (Pigmeje). Podziały między nimi jednak są zakazane jedynie oficjalnie.
01. Gebert. Geneza konfliktu
02.Gebert. Mentalność rasistowska trwa
03.Gebert. Skala ludobójstwa
04.Gebert. Zaangażowanie państw trzecich.
05.Gebert. Jak rozliczać
06.Gebert. Zgubny wpływ europejskich teorii
07.Gebert. Ludobójstwa to ciężka praca
08.Gebert. Morderca nie ma prawa do współczucia
09.Gebert. Trudny proces pojednania
10.Gebert. Co po Kagame
01.Rosiak. Ludobójstwo to nie tylko rok 1994
02.Rosiak.Nie ma alternatywy dla Kagamego
03.Rosiak.Rola Francji
04.Rosiak. A co na to kościół
05.Rosiak. Ludobójstwo w Rwandzie jest wyjątkowe
06.Rosiak. Wina polityków.
07.Rosiak. Spadek po kolonializimie
08.Rosiak. Instrumentalizacja ludobójstwa
09.Rosiak. Co po Kagame.