maternite (1)

Oddział położniczy przy ośrodku zdrowia w Kigali – Gikondo w Rwandzie jest obecnie najważniejszą inicjatywą, w której Fundacja SALVATTI.pl wspiera siostry pallotynki-misjonarki. W XXI wieku nie możemy pozwolić na tak wysoką umieralność kobiet i noworodków, jaka ma miejsce w wielu krajach Afryki.

Badania dotyczące asysty personelu przy porodzie dowodzą, że w Rwandzie co dziesiąta kobieta umiera przy porodzie z powodu krwotoku, zakażenia, nadciśnienia tętniczego, niedokrwistości czy poronienia septycznego. Śmiertelność jest spotęgowana przez ograniczony dostęp do odpowiedniej opieki i sprzętu medycznego. Drugim powodem śmiertelności kobiet w stanie błogosławionym lub zaraz po porodzie w Rwandzie jest malaria. Choroba ta znacznie częściej atakuje kobiety w ciąży oraz dzieci, których naturalne mechanizmy obronne działają słabiej.

Siostry pallotynki – misjonarki chcą to zmienić. W 1977 r. założyły w Kigali-Gikondo Centrum Medyczno-Socjalne (Centre Medico-Social). Korzysta z niego 60 tys. osób tj. mieszkańcy miasta Gikondo, oddalonego o 15 km od centrum Kigali. Ponad połowa pacjentów to kobiety, z których większość to przyszłe matki. Tymczasem ośrodek sióstr pallotynek to jedyny publiczny ośrodek zdrowia na tamtym terenie. Siostry prowadzą serwis konsultacji przedporodowych, ale brakuje oddziału ginekologicznego, co przy tak dużej liczbie urodzeń jest niezbędny. Dotychczasowy serwis jest świadczony przez pielęgniarki, które korzystają ze swojej ogólnej wiedzy medycznej nabytej w tracie kursów. Nie są specjalistkami w zakresie udzielania specjalistycznego wsparcia ginekologicznego.

Bardziej zapobiegliwe kobiety, tuż przed porodem, jeszcze przed świtem wyruszają do ośrodka zdrowia i tam czekają w kolejce z innymi chorymi. Tak czekała Claudia. Kiedy zaczęły się bóle porodowe dotarła do gabinetu i tam urodziła śliczną córeczkę. Dziecko miało jednak problemy z oddychaniem. Pielęgniarki robiły, co mogły, ale brak specjalistycznego sprzętu udaremnił ich starania. Dziewczynka zmarła. To było już czwarte dziecko Claudii, które w ten sposób straciło życie. – W jednej chwili postanowiłyśmy, że musimy zbudować oddział położniczy – mówi s. Marta, pallotynka – misjonarka, która od 30 lat czuwa nad czterema ośrodkami zdrowia w Rwandzie.

Projekt architektoniczny jest już gotowy. Siostrom pallotynkom brakuje funduszy na rozpoczęcie inwestycji. A liczy się każdy miesiąc.

Dlatego prosimy Państwa o wsparcie.
Pallotyńska Fundacja Misyjna Salvatti.pl
ul. Wilcza 8, 05-091 Ząbki
44 1240 1095 1111 0010 3468 8020
tytułem: PAY Darowizna Maternite
Każde 50 czy 100 zł przybliży nas do realizacji tego celu!

GIKONDO

Gikondo znajduje się w regionie nieurodzajnym, niesprzyjającym uprawie w dystrykcie Kicukiro (ok. 250 tys. mieszkańców). Jest to powodem ubóstwa mieszkańców, złego odżywiania, a w konsekwencji złego stanu zdrowia. Ludność czuje się opuszczona, żyje w lepiankach, co w tamtejszym zimnym klimacie (1600 m.n.p.m.) stwarza kolejne problemy zdrowotne. Biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców, pola uprawne są niewystarczające by wyżywić wszystkich potrzebujących. Dodatkowo, region ten jest mocno dotknięty przez skutki ludobójstwa w 1994 r. tzn. jest dużo sierot. Kolejnym poważnym problemem jest HIV, gdyż zarażone kobiety, które zostały zgwałcone w trakcie masakry, przekazały wirusa swoim dzieciom.

Sytuacja chorych w Gikondo

Chorzy w regionie mają obecnie ograniczony dostęp do podstawowej opieki. Wynika to głównie z powodu ubóstwa i niewiedzy. Często przychodzą zbyt późno by otrzymać skuteczną pomoc (magia, szamańskie praktyki)
Wysokie wskaźniki śmiertelności i zachorowalności matek i dzieci stanowią zaprzeczenie fundamentalnego prawa kobiet i dzieci do niezbędnej opieki.

Znaczna liczba niedożywionych dzieci w regionie Gikondo ma poważne niedobory żywieniowe. Wynika to z faktu, że matki nie zdają sobie sprawy ze stanu dziecka i przychodzą zbyt późno po pomoc. W małych ambulatoriach jest brak specjalistów przeszkolonych w świadczeniu odpowiednich usług zdrowotnych dla kobiet z terenów wiejskich. Osoby zainteresowane nie dostają na temat stanu swojego zdrowia właściwych informacji.

Kobiety w ciąży korzystają z pomocy znachorek, które często ignorują zasady higieny, co powoduje komplikacje w trakcie porodu. Prowadzi to do śmierci zarówno matki, jak i dziecka, których można by uniknąć, jeśli matka byłaby leczona w ośrodku przez odpowiedni personel medyczny w celu walki z HIV/AIDS biedni z regionu nie mają miejsca, które pozwoliłoby im leczyć się właściwie. Ich zdrowie się zatem pogarsza, jak i sytuacja rodzinna, zarażone dzieci nie są objęte wsparciem. Korzystając z oficjalnie działającego centrum, ludzie z HIV są otoczeni opieką, są wspierane nie tylko medycznie, ale również psychologicznie.

W regionie brakuje obecnie infrastruktury (urządzeń, sprzętu, transportu i komunikacji) brak również kompetentnych ekspertyz w przypadku powikłań, co prowadzi również do śmierci pacjentów Istnieje ogólny brak edukacji w społeczności, zwłaszcza kobiet. Ośrodek zdrowia w Gikondo daje możliwość nabycia wiedzy w ramach profilaktyki w zakresie medycznym, higieny, opieki nad dziećmi. Zapraszamy do lektury artykułu nt. macierzyństwa w Afryce, który ukazał się niedawno w tygodniku „IDZIEMY”.

WALKA O MACIERZYŃSTWO

W Afryce wstyd się przyznać, że ma się jedno dziecko. Średnio w rodzinie jest sześcioro, siedmioro, a nawet jedenaścioro dzieci. Bo na Czarnym Lądzie potomstwo wciąż jeszcze jest uważane za kapitał, a wielodzietność to chluba.

Wielodzietne rodziny w społeczeństwie mają wyższy status. – Rodzina z ośmiorgiem, dziewięciorgiem czy dziesięciorgiem dzieci jest uważana za silną. Cieszy się większym prestiżem – mówi ks. Benjamin Bahashi, pallotyn z Demokratycznej Republiki Konga. Sam ma sześcioro rodzeństwa. Jego współbrat, Rwandyjczyk, ks. Chrysante jest jednym z jedenaściorga rodzeństwa i jest z tego dumny.

Choć Afryka nie jest monolitem i każdy kraj tam ma inną specyfikę, wszędzie dzieci są niczym najcenniejszy skarb. Współczynnik płodności kobiet afrykańskich jest najwyższy na świecie. Na jedną kobietę w wieku rozrodczym przypada średnio sześcioro dzieci. Joanna mieszka w małej wiosce na terenie parafii dojazdowej, należącej do sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kabuga w Rwandzie. Jej dom to przykryty nędznym dachem murowany prostokąt o powierzchni 16 m kw. Ma 30 lat, męża i pięcioro dzieci: trzech chłopców i dwie dziewczynki. Najstarsza, Sandrine ma 10 lat, najmłodszy, Celestine dopiero zaczął chodzić. Za domem niewielki kawałek pola, na którym uprawiają kukurydzę. Jest biednie. Pomagają im misjonarze i ludzie dobrej woli, ale Joanna nie narzeka. – Dzieci są dla mnie wszystkim. Pomagają. Wiem, że kiedy się zestarzeję, nie zostanę sama – mówi.

W krajach takich jak Rwanda czy DR Konga większość rodzin jest uboga. W Rwandzie ludobójcza wojna przed 20 laty pozostawiła setki tysięcy sierot. W DR Konga niespełna rok temu ustały walki rebelianckich oddziałów M23 z wojskami rządowymi. Przedtem, ludność ciągle żyła w zagrożeniu, przemieszczała się, porzucając swoje domy. Dlatego błędne jest przekonanie, że ubóstwo w krajach Afryki wynika z posiadania licznego potomstwa. Dobrze sytuowane rodziny również posiadają wiele dzieci. Kathrine mieszka w Kigali, jest dyrektorką szkoły. Jej mąż prowadzi własną klinikę okulistyczną. Mają piątkę własnych dzieci i dwójkę adoptowanych. – Nie wyobrażam sobie rodziny z jednym czy dwojgiem dzieci – przyznaje Kathrine. – W dużej rodzinie dzieci uczą się współpracy, otwartości na innych, cierpliwości. Są bardziej wrażliwe na potrzeby innych i wyrastają na lepszych obywateli – dodaje. Każde kolejne dziecko było dla niej błogosławieństwem.

Nie ma rodzin wielodzietnych

W Afryce nie używa się terminu „rodzina wielodzietna”. Rodzina, to rodzina. Przynajmniej z piątką czy szóstką dzieci i już! Posiadanie dużej liczby dzieci jest naturalne. Widać to na ulicach. W każdym zakątku, czy to w miastach, czy na wsiach – roi się od dzieci. W różnym wieku. Kobiety nie boją się rodzić. Relacje rodzinne w Afryce są najważniejsze. Nie zanikło tam jeszcze przekonanie, że rodzina jest trwałą i bezpieczną instytucją. W świadomości społecznej rola matki jest naturalną rolą przeznaczoną dla kobiety. Nikt z tym nie dyskutuje.

W filozofii i duchowości afrykańskiej macierzyństwo zajmuje centralne miejsce. Jest przywilejem kobiety. Kobieta nosząca w łonie dziecko jest traktowana wyjątkowo przez wszystkich członków rodziny. – W kulturze afrykańskiej macierzyństwo liczy się bardziej niż zdolności kobiety czy jej sukcesy zawodowe. Każda kobieta przede wszystkim aspiruje do tego, by zostać matką. To spełnienie jej ambicji. W przekonaniu Afrykańczyków rola matki to rola powierzona kobiecie przez Boga, to świętość – uważa Remi Akujobi z Purdue University w Stanach Zjednoczonych, która przez wiele lat prowadziła badania nad statusem macierzyństwa w Afryce. Badaczka zauważa, że małżeństwa w Afryce nie zadają sobie pytania: „czy decydujemy się na dzieci?”. Dzieci są oczywistością, która nie podlega żadnej dyskusji. Nie zakorzeniła się jeszcze moda tzw. związków „na próbę”, bo one nie zapewniają bezpieczeństwa na przyszłość, które w Afryce jest kluczowe. – Dzieci są ważne nie tylko dlatego, że zapewniają przetrwanie rodu. Im więcej dzieci, tym więcej rąk do pracy na twardej afrykańskiej ziemi, a kiedy rodzice się zestarzeją, dzieci opiekują się nimi do śmierci. – W Afryce jest nie do pomyślenia, żeby starsi rodzice mieszkali sami – mówi ks. Bahashi.

Siła kobiet

Nawet wiele feministek, które w Afryce przeciwstawiają się patriarchalnym wzorcom w afrykańskiej kulturze, dostrzega wartość dzieci w rodzinie. Opisują macierzyństwo jako siłę kobiet, która przyczynia się do budowania społeczeństwa. „Matka jest złotem, ojciec jest lustrem” – mówią. Złoto symbolizuje siłę i prawdę. Miłość matki jest jak cenny kruszec, który tworzy duchowe bogactwo rodziny i społeczeństwa. Nawet jeśli macierzyństwo czasami bywa trudne i wymaga wyrzeczeń, wciąż jest postrzegane jako przywilej, bo świadczy o fizycznej i duchowej sile kobiety.

Do głosu dochodzą jednak i ci, którzy posiadanie dużej liczby dzieci uważają za przemoc dokonywaną na kobiecie przez patriarchalną tradycję. – Coraz intensywniej docierają do krajów afrykańskich idee ze świata zachodniego, lansujące seks bez zobowiązań i odpowiedzialności, a w ślad za nimi podąża promocja środków antykoncepcyjnych – mówi ks. Stanisław Filipek, długoletni misjonarz pracujący w Rwandzie. W konsekwencji spotyka się coraz więcej osób, które mieszkają ze sobą bez ślubu. Coraz głośniej słychać, że macierzyństwo powinno być kwestią wyboru. Szacunek do macierzyństwa jest jednak tak duży w społeczeństwach afrykańskich, że trudno go zagłuszyć.

Nawet jeśli macierzyństwo czasami
bywa trudne i wymaga wyrzeczeń,
wciąż jest postrzegane jako przywilej,
bo świadczy o fizycznej i duchowej sile kobiety

Misjonarze akcentują w swoim duszpasterstwie katolicką naukę społeczną, by mieszkańcy Afryki wybierając małżeństwo i rodząc potomstwo nie opierali się jedynie na naturze, ale znajdowali racjonalne uzasadnienie swoich działań. Prowadzą warsztaty odpowiedzialnego rodzicielstwa. Pomagają też tworzyć infrastrukturę, by macierzyństwo dla kobiet w Afryce nie było ciężarem. Siostry od Aniołów, pallotynki – misjonarki oraz Siostry Służki NMP Niepokalanej w wielu krajach Afryki prowadzą ośrodki zdrowia, przy których tworzą oddziały położnicze, by nawet najuboższe kobiety rodziły po ludzku. Placówek tych wciąż jest ich za mało. O inkubatorach Afrykańczycy mogą tylko pomarzyć. Dlatego wiele dzieci umiera przy porodzie. Te, które przychodzą na świat przedwcześnie, nie mają szans na przeżycie.

– Oddziały położnicze to teraz pierwsza potrzeba w Rwandzie – mówi siostra Goretti, pallotynka w Rwandzie. W Masaka, miejscowości położonej nieopodal stolicy – Kigali, udało się uzyskać plac pod budowę. Teraz trzeba ruszyć z budową, a pieniędzy wciąż brakuje, bo to bardzo kosztowna inwestycja. Jednak się nie poddajemy, bo wiemy, jak wielko jest to potrzeba – przyznaje s. Marta Litawa. – Wiele kobiet rodzi w domu. Boją się przyjść do szpitala, bo nie mają ubezpieczenia i obawiają się, że za poród będą musiały zapłacić – dodaje. Wiele takich kobiet siostry przyjmują na oddziały położnicze za darmo. Potem szukają dofinansowania i proszą o wsparcie darczyńców. Jakoś się udaje, ale jest to trudna walka. Walka nie tylko o godne macierzyństwo, ale o macierzyństwo w ogóle. Walka między dowartościowaniem macierzyństwa, a jego deprecjonowaniem, w której niechlubną rolę wciąż odgrywają mieszkańcy krajów zachodnich.



Monika Florek-Mostowska
fot. Monika Florek-Mostowska
Idziemy nr 43 (475), 26 października 2014 r.