Trzy lata temu Najfe właśnie wróciła ze szkoły, kiedy do jej domu wpadli żołnierze. Kazali wszystkim położyć się na podłodze. Zabrali cały dobytek. Najfe ma dwóch braci i trzy siostry. Rodzice nie chcieli czekać, aż ktoś z nich zginie. Jeszcze tego samego dnia uciekli z ojczyzny. Teraz ich dom do tymczasowy namiot, w którym zimą mocno wieje chłodem. Najfe uczęszcza do prowizorycznej szkoły, którą założył dla dzieci uchodźców miejscowy ksiądz, Bernard Nasrallah. Są to jednak tylko pobieżne lekcje francuskiego i matematyki, bo nie ma ani odpowiednich warunków, ani nauczycieli. Najfe sama chce zostać nauczycielką, by uczyć dzieci, jak być dobrym dla innych. Mehmet uciekła z rodzicami z Homs po tym, jak jeden z jej pięciu braci zginął na ulicy od przypadkowej kuli. Samah miała 5 lat, kiedy jej rodzina uciekła do Libanu. Kaa to już trzecia miejscowość w tym kraju, gdzie usiłują znaleźć schronienie. Dziewczynka chce zostać lekarzem.

 

Bez naszej pomocy jednak marzenia syryjskich dzieci nie mają szansy się spełnić. Matki syryjskich dzieci błagają ks. Bernarda by chociaż na godzinę czy dwie przyjął do szkoły ich dzieci, ale prowizoryczne sale są już bardzo przepełnione. Chcemy im pomóc w stworzeniu dodatkowych pomieszczeń i sfinansowaniu profesjonalnych nauczycieli, by dzieci mogły się uczyć i – gdy się skończy wojna  – powoli obudowywać syryjskie społeczeństwo. Dlatego prosimy Państwa o pomoc. Każde 40, 50 czy 60 zł będzie krokiem naprzód w realizacji tego celu.



 

.