Do ludobójczych walk, takich, jakie miały miejsce w Rwandzie w 1994 roku, może dojść w każdym rejonie świata, jeśli będziemy odrzucać innych i uważać ich za wrogów – mówił Carl Wilkens podczas debaty pt. „Sztuka kochania… innych”, która odbyła się 28 kwietnia 2016 r. na 1. Piętrze Centrum Myśli Jana Pawła II.

– To, że uważamy innych za swoich wrogów bierze się z naszych uprzedzeń, nierzadko sączonych jak trucizna przez polityków. Myślimy wtedy: ‘mój świat będzie lepszy bez ciebie’ i łatwo budujemy mury wokół nas. To prowadzi do konfliktów i nienawiści. Tak było w Rwandzie. Hutu i Tutsi, którzy zawsze byli sąsiadami, zawierali małżeństwa między sobą, a ich dzieci razem się bawiły, i nagle zaczęli ze sobą walczyć. Kiedy natomiast staramy się z szacunkiem wysłuchać historii, jako ma nam do opowiedzenia ten, który jest od nas inny, jeśli „wejdziemy w jego buty”, zrodzi się empatia, a ta z kolei pozwoli nam myśleć: ‘mój świat będzie lepszy z tobą’. To prowadzi do pojednania – mówił Wilkens. – To lekcja, której nauczyłem się w Rwandzie – podkreślał. Doświadczenie ludobójstwa w Rwandzie uświadomiło mu, że nie można dzielić ludzi na dobrych i złych. – W czasie ludobójstwa w Rwandzie spotykałem ludzi, którzy pomagali mi w niektórych sprawach, a jednocześnie zabijali innych. Na pytanie, czy podczas wojny w Rwandzie miał wrażenie, że zagląda w oczy diabłu, zaprzeczał. – To jest tak, jak z rwącą rzeką. Wiemy, że nie powinniśmy do niej wchodzić, ale kiedy mimo wszystko wejdziemy jedną nogą, potem drugą, czasem okazuje się, że weszliśmy już za daleko i wartki nurt wyrzuci nas w miejscu, w którym nigdy nie spodziewaliśmy się znaleźć – wyjaśnia. Jego zdaniem, zawsze kiedy człowiek wybiera zło, przeżywa konflikt wewnętrzny. Wtedy, jeśli się spotyka z miłosierdziem ze strony innych, to miłosierdzie dotyka sedna tego konfliktu i jest nadzieja, że się z niego wyrwie. Tak działa przebaczenie. – W Rwandzie, uczestnicy ludobójstwa, którzy publicznie przyznali się do swoich win, mają szansę na to, by nie byli etykietowani jedynie jako zabójcy. Przebywają w więzieniach, ale nietypowych, nieogrodzonych żadnym płotem, w pobliżu domów mieszkalnych. I nie uciekają. Żeby zadośćuczynić realizują projekty na rzecz społeczeństwa, wypalają cegłę na budowę szkół, pracują w polu. Miano zabójcy wciąż na nich ciąży, ale nie są tylko nimi. Są także osobami, które chcą odkupić swoje winy i działają na rzecz społeczeństwa. To pozwala im na nowo odnaleźć siebie i stawać się na nowo pełnoprawnym członkiem społeczeństwa – opowiadał Amerykanin. Analizując sytuację uchodźców w Europie podawał przykłady Niemców, którzy wolontaryjnie uczą uchodźców niemieckiego i pomagają im się zintegrować, na co uchodźcy odpowiadają otwartością i przyjaźnią. Ubolewał, że media nagłaśniają jedynie negatywne sytuacje, które budzą lęk społeczny, a to prowadzi do myślenia: ‘mój świat będzie lepszy bez ciebie’ i w konsekwencji do wrogości i nienawiści. Zwracał uwagę, że od Rwandy, kraju któremu udaje się leczyć rany po ludobójstwie, świat może się dużo nauczyć.

Źródło: Monika Mostowska, KAI