Aleksandre Manggabarani stracił cały dorobek swojego życia – dom i łódź rybacką, która pozwalała mu zarobić na utrzymanie.  Trzęsienie ziemi, które nawiedziło 28 września indonezyjską wyspę Sulawesi, zamieniło w gruzy nie tylko jego domostwo, ale całe życie. Ma 32 lata i nic więcej. W takiej sytuacji jest wielu mieszkańców wioski Tipo, w regionie Palu.  Po przejściu kataklizmu nie odnalazły się dziesiątki osób.  Ci, którzy przeżyli, musieli zamieszkać w prowizorycznych szałasach, bo większość budynków została zniszczona, a te, które ocalały nie nadawały się do mieszkania. Przez trzy dni poszkodowani żywili się jedynie znalezionymi wśród gruzów bananami i resztkami pitnej wody. W końcu zostali ewakuowani łodziami do innej części wyspy. Ostateczna liczba ofiar trzęsienia ziemi  w regionie przekracza 1200 osób.

Uczestnicy Rejsu Niepodległości na Darze Młodzieży, który 2 października zacumował w Dżakarcie, stolicy Indonezji, apelują o pomoc dla rodziny Aleksandra i jego sąsiadów.

Pomoc dla nich zostanie przekazana za pośrednictwem diecezji Menado, na terenie której leże region Palu. Ks. Józef Kurkowski, sercanin, który już 47 lat posługuje w Indonezji, opowiada, że wyspa Sulawesi to jeden z najbiedniejszych regionów Indonezji.  Ludzie tam utrzymują się wyłącznie z rybołówstwa. Tracąc domy i łodzie – stracili wszystko.

Musimy im pomóc.