Spis treści :

 

 

 

Podaruję swój czas – RwandaApolonia Niemira

Więcej niż pomoc – spotkanie, które zostaje na całe życie – TanzaniaKamil Leśnicki

Misja, która pozostanie w moim sercu – RwandaMilena Nockowska-Bernardziak

………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………

Rwanda

WOLONTARIAT SALVATTI.PL

1 lipca do 6 sierpnia 2026

Apolonia Niemira

 

Podaruję swój czas

 

„Podaruję swój czas” to hasło, które towarzyszyło mojej misji w Rwandzie. Dzisiaj, kiedy wracam myślami do tych pięciu tygodni, jestem przekonana, że nie mogłam znaleźć lepszego określenia tego, co chciałam zrobić.

Chciałam ofiarować swój czas, swoją pracę, swoje umiejętności, a przede wszystkim swoją obecność drugiemu człowiekowi. Nie przypuszczałam jednak, że ten dar wróci do mnie z taką siłą.

Od dawna interesowała mnie Afryka. Wiele słyszałam o tym kontynencie, o życiu jego mieszkańców, o Kościele katolickim i pracy misjonarzy. Marzyłam, aby poznać ten kraj nie jako turystka, lecz jako wolontariuszka. Ukończenie sześciomiesięcznego kursu, otrzymanie certyfikatu i krzyża misyjnego oraz skierowanie do Rwandy sprawiły, że mogłam spełnić swoje marzenie.

Na misję wyjechałyśmy w czteroosobowej grupie wolontariuszek. Razem z Zosią spędziłyśmy pierwsze dwa tygodnie w Masace. Później zamieniłyśmy się z dwiema pozostałymi wolontariuszkami i wyjechałyśmy do Ruhango, gdzie posługują Siostry Pallotynki.

 

Masaka, spotkania i codzienna pomoc

 

Masaka była dla mnie przede wszystkim czasem spotkań z ludźmi i odkrywania, że nawet najprostsza pomoc może mieć ogromne znaczenie.

Jednym z miejsc, w których pracowałam, była szwalnia. Zatrudnionych było tam dziesięć kobiet, które szyły mundurki szkolne dla dziewcząt i chłopców. Maszyny były już elektryczne, ale warunki pracy bardzo trudne. W pomieszczeniu panował ogromny upał, nie było wentylacji, a przez okna mocno prażyło słońce. Chętnych do pracy było więcej niż dostępnych stanowisk, dlatego kobiety pracowały na zmianę.

Pomagałam przy szyciu, drobnych wykończeniach i prasowaniu. Kobiety nie znały języka angielskiego, więc porozumiewałyśmy się za pomocą translatora. Mimo bariery językowej szybko znalazłyśmy sposób, by się rozumieć. Było przy tym wiele śmiechu, gestów, pokazywania sobie różnych rzeczy i ogromnej życzliwości. Czasem wystarczył uśmiech, spojrzenie, prosty gest albo wspólna praca, aby poczuć wzajemną bliskość.

 

Ważnym doświadczeniem było również spotkanie z młodymi dziewczętami, które przygotowują się do życia zakonnego. Usiadłyśmy razem w ogrodzie i zaczęłam uczyć je szydełkowania. Powstały piękne opaski na głowę. Było dużo radości, rozmów i śmiechu, a w pewnym momencie zaczęłyśmy wspólnie śpiewać.

Kiedy założyłyśmy wykonane przez siebie opaski, zobaczyłam na ich twarzach ogromną radość. Ich uśmiechy bardzo mnie wzruszyły. Był to jeden z tych drobnych, a jednocześnie niezwykle pięknych momentów, które pozostają w pamięci na długo.

Pomagałam również w przychodni zdrowia. Zosia, która wkrótce zostanie lekarzem, mogła towarzyszyć miejscowemu lekarzowi i zdobywać doświadczenie. Ja zajmowałam się między innymi sprzątaniem przychodni. Ku mojemu zaskoczeniu odkryłam, że ta prosta praca dała mi wiele radości i poczucie, że jestem naprawdę potrzebna. Mogłam też zobaczyć, jak wyposażone są poszczególne gabinety.

 

Ruhango i praca w szkole

 

Po dwóch tygodniach przeniosłyśmy się do górskiego miasta Ruhango. Tam razem z koleżanką pracowałyśmy w szkole nad przygotowaniem 17 książek dla dzieci w języku angielskim. Zawierały one zarówno treści świeckie, jak i religijne. Do poszczególnych tekstów trzeba było przygotować ilustracje, opracować je komputerowo, wydrukować, wkleić, a następnie złożyć i oprawić całe książeczki.

Przygotowałyśmy również nowe afisze i pomoce dydaktyczne do szkoły w językach angielskim i francuskim, ponieważ stare były już bardzo zniszczone. Mogłam w ten sposób wykorzystać swoje umiejętności plastyczne. Rysowałam części garderoby i różne przedmioty, a następnie podpisywałam je w odpowiednich językach. Ta praca sprawiała mi wiele radości, ponieważ mogłam wykorzystać to, co lubię i potrafię.

 

Boisko, które zobaczyłam własnymi oczami

 

Jest jeszcze jeden bardzo ważny element mojej misji w Ruhango. To powstające boisko szkolne. Jednym z celów naszej misji było wsparcie jego budowy. Pieniądze na ten cel były zbierane jeszcze w Polsce, między innymi podczas sprzedaży rwandyjskiej kawy i herbaty w naszych parafiach oraz poza nimi.

Podczas pobytu w szkole miałam niezwykłą możliwość obserwowania, jak ten cel powoli staje się rzeczywistością. Niemal każdego dnia wychodziłam na zewnątrz i z zachwytem patrzyłam, jak szybko postępują prace. Z dnia na dzień było widać ogromny wysiłek ludzi i coraz wyraźniejsze efekty ich pracy.

Szczególnie poruszył mnie sposób, w jaki pracowali. Bez ciężkiego sprzętu i maszyn, w ogromnym upale, własnymi rękami wykonywali pracę, która u nas wymagałaby użycia specjalistycznego sprzętu. Posługiwali się szpadlami, łopatami i kilofami. Mieszali cement z piaskiem, rozłupywali kamienie i przenosili je w przygotowanych do tego nosidłach. Widziałam również kobiety niosące kamienie na głowach.

Patrzyłam na to z ogromnym podziwem, ale także z drżeniem w sercu. Była to dla mnie lekcja pokory, a jednocześnie świadectwo niezwykłej siły i determinacji. Mimo ciężkiej pracy ludziom nie brakowało uśmiechu. Towarzyszyło im też pozdrowienie: „Amakuru? Ni meza!”, czyli „Jak się masz? Dobrze!”.

Wierzę, że już wkrótce boisko zostanie ukończone i szkoła nie będzie musiała zostać zamknięta. Patrzyłam na postęp prac i myślałam, że oto widzę owoc naszej wspólnej pracy.

Dziękuję wszystkim, którzy wsparli ten projekt, nawet poprzez drobne gesty. Patrząc na powstające boisko, chyba właśnie wtedy najmocniej poczułam, że pomaganie ma sens. Szczególnie wtedy, gdy można zobaczyć, że za naszym małym gestem dzieje się coś dobrego i prawdziwego.

Wierzę, że kolejne osoby, które są już w Masace, odwiedzą Ruhango i zobaczą ukończone boisko.

 

Był również czas na pomoc siostrom w kuchni. Pewnego dnia usmażyłam placki ziemniaczane, które wspólnie zajadałyśmy. Było przy tym dużo śmiechu i rozmów o polskim jedzeniu oraz naszych zwyczajach. Takie zwyczajne chwile okazały się niezwykle ważne.

 

Ludzie, których spotkałam

 

Siostry Pallotynki otaczały nas troską, cierpliwością i wyrozumiałością. Dbały o nas i stale pytały o nasze samopoczucie oraz potrzeby. Szczególnie mocno odczułam ich życzliwość jako osoba starsza i niezbyt płynnie posługująca się językiem angielskim. Nigdy nie spotkałam się z ich strony ze zniecierpliwieniem. Wręcz przeciwnie, zawsze mogłam liczyć na pomoc i zrozumienie.

Ważną postacią podczas naszego pobytu był ksiądz doktor Andrzej Jakacki, misjonarz, który od ponad 30 lat posługuje w Rwandzie. Jest prawdziwą skarbnicą wiedzy o tym kraju i jego mieszkańcach. Pomagał nam poznawać Rwandę nie tylko od strony codziennego życia, ale także jej historii, kultury i wiary.

Dzięki niemu mogłam pojechać do Kibeho, miejsca objawień Matki Słowa. Spotkanie z wizjonerką Nathalie, Natalią, było dla mnie przejmującym i głębokim przeżyciem.

Poznałam również siostry Franciszkanki Służebnice Krzyża, prowadzące szkołę z internatem dla około 200 niewidomych dzieci. Zobaczyłam tam ogrom pracy, serca i poświęcenia, a także niezwykłą gospodarność i porządek. Dzieło to przypominało mi miejsce, które znamy z Polski, czyli Laski.

Ta szkoła z internatem jest jednym z największych projektów pomocowych, jakie Polska zrealizowała w Afryce. Nie chodzi jednak tylko o budynki, w których dzieci znalazły bezpieczny dach nad głową i możliwość nauki. Najważniejsze są uwaga, opieka i poczucie, że każde z tych dzieci jest ważne. To miejsce, w którym można naprawdę poczuć, że pomoc ma sens, jeśli za każdym działaniem stoi człowiek i jego otwarte serce.

Miałam także możliwość spotkać się z siostrą Anną ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów, która posługuje w hospicjum. To kolejne miejsce, które głęboko zapada w serce. Patrząc na poświęcenie sióstr i ich troskę o chorych, można zobaczyć, jak wiele dobra człowiek potrafi ofiarować drugiemu człowiekowi.

Rwanda to przede wszystkim ludzie

 

Rwanda pozostanie dla mnie przede wszystkim krajem ludzi, a szczególnie dzieci.

W czasie wolnym chętnie spotykałam się z miejscową ludnością. Były ciepłe pozdrowienia, uśmiechy, uściski, drobne upominki i zwyczajne, piękne ludzkie gesty. Dzieci bardzo szybko skradły moje serce. Ich radość, ciekawość świata i spontaniczność były niezwykle wzruszające.

Każde takie spotkanie, na ulicy, na placu zabaw, w przychodni czy w kościele, pozostawiło we mnie ślad, który trudno wyrazić słowami.

Wzruszenie mieszało się jednak z przejęciem, ponieważ zobaczyłam prawdziwą biedę. Nie taką, o której czyta się w książkach, lecz biedę widoczną gołym okiem. To zupełnie inne doświadczenie. Zobaczyłam również ogromne kontrasty społeczne. Skłoniło mnie to do głębokiej refleksji nad tym, jak bardzo różne może być życie ludzi w różnych częściach świata.

 

Lekcja pokory

 

Dla mnie osobiście ta misja była wielkim wyzwaniem. Jako seniorka, słabiej znająca język angielski, nie zawsze czułam się pewnie. Bywały chwile naprawdę trudne, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym.

Często wieczorami, leżąc w łóżku, długo nie mogłam zasnąć. Wracałam myślami do wypowiedzianych słów i sytuacji, zastanawiając się, czy dobrze coś powiedziałam i czy zostałam właściwie zrozumiana. Była to dla mnie prawdziwa lekcja pokory.

Pojawiały się momenty zwątpienia, ale po nich przychodziły chwile, w których zbierałam siły i szłam dalej. Dzisiaj wiem, że moje obawy były znacznie większe niż rzeczywiste trudności. Spotkałam się z ogromną cierpliwością Sióstr Pallotynek oraz nieocenioną pomocą mojej towarzyszki Zosi. Uśmiech drugiego człowieka okazał się najlepszą nagrodą. Przekonałam się, że dobro nie potrzebuje wspólnego języka.

 

Otrzymałam więcej, niż dałam

 

Dziś, kiedy patrzę na te pięć tygodni, mam poczucie, że otrzymałam znacznie więcej, niż sama mogłam dać.

Pojechałam do Rwandy z myślą, że będę pomagać. Wróciłam z ogromnym bagażem doświadczeń, wzruszeń, spotkań i bezgranicznej wdzięczności. Przywiozłam ze sobą twarze napotkanych ludzi, uśmiechy dzieci, cierpliwość sióstr, wspomnienie wspólnej pracy, śpiewu, rozmów oraz wielu cudownych chwil, które pozostaną we mnie na zawsze.

Jednego tylko żałuję. Że zdecydowałam się na tę misję tak późno. Wcześniej nie było to możliwe, ale gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym to wiele lat wcześniej.

Dlatego chcę opowiadać o tym doświadczeniu młodemu pokoleniu i zachęcać młodych ludzi do wyjazdów misyjnych. Nie tylko po to, aby nieść pomoc, ale również po to, aby uczyć się cierpliwości, pokory i wdzięczności. Przede wszystkim zaś po to, aby przekonać się, że nawet najmniejszy gest może mieć dla drugiego człowieka bezcenne znaczenie.

Dziś jeszcze mocniej rozumiem słowa: „Podaruję swój czas”. Wydawało mi się, że jadę do Rwandy, aby ofiarować coś od siebie. Tymczasem wróciłam z poczuciem, że to ja zostałam obdarowana.

 

 

………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………

Tanzania

WOLONTARIAT SALVATTI.PL

26 maja do 26 czerwca 2026

Kamil Leśnicki

 

Więcej niż pomoc – spotkanie, które zostaje na całe życie

 

Mój wolontariat z Fundacją Salvatti był jednym z tych doświadczeń, które na długo pozostają w pamięci i zmieniają sposób patrzenia na świat. Wspólnie zaangażowaliśmy się w zbiórkę środków na budowę kaplicy w Afryce. Naszym celem było zgromadzenie całej potrzebnej kwoty i dzięki zaangażowaniu wielu osób udało się go osiągnąć. Na miejscu mogliśmy rozpocząć budowę kaplicy, która będzie służyć lokalnej społeczności przez wiele kolejnych lat.
Sam wyjazd dał mi jednak znacznie więcej niż możliwość uczestniczenia w realizacji projektu. Mieliśmy okazję pomagać mieszkańcom, spędzać czas z dziećmi oraz organizować wspólne zabawy i zajęcia sportowe. Poprzez ruch i zabawę pokazywaliśmy dzieciom różne formy aktywności, a jednocześnie sami uczyliśmy się od nich radości, otwartości i wdzięczności za najmniejsze rzeczy.

Bardzo ważnym elementem tego doświadczenia było również uczestnictwo we wspólnych mszach oraz poznawanie codziennego życia tamtejszej wspólnoty. Pozwoliło mi to jeszcze lepiej zrozumieć, jak wielkie znaczenie mają obecność, solidarność i budowanie relacji, niezależnie od miejsca, języka czy kultury.
Ten wolontariat pokazał mi, że pomaganie to coś znacznie więcej niż wsparcie materialne. To przede wszystkim spotkanie z drugim człowiekiem, dzielenie się swoim czasem, energią i sercem. Z tego doświadczenia płynie dla mnie jedna ważna myśl. Naprawdę warto angażować się w pomoc, bo często dając coś od siebie, otrzymujemy doświadczenia i lekcje, które pozostają z nami na całe życie.

 

 

Uroczysta Msza Święta pod gołym niebem oficjalnie rozpoczęła budowę kaplicy i przedszkola w masajskiej wiosce.

 

O projekcie – od redakcji

 

Wolontariat Kamila i Pawła był częścią projektu budowy Centrum Edukacji i Integracji w Ndotoi w Tanzanii. Powstający budynek będzie pełnił dwie niezwykle ważne funkcje. Stanie się zarówno kaplicą, jak i salą przedszkolną dla dzieci z lokalnej społeczności Masajów. Dzięki temu miejsce będzie służyć mieszkańcom przez cały tydzień jako przestrzeń modlitwy, spotkań i edukacji.

Ndotoi to niewielka parafia położona w centralnej Tanzanii, gdzie wiele wspólnot nie ma stałego miejsca do sprawowania liturgii. Msze Święte często odbywają się pod drzewami, a warunki pogodowe potrafią przerwać nabożeństwo lub utrudnić codzienne funkcjonowanie wspólnoty. Jednocześnie Kościół pełni tam ważną rolę społeczną i edukacyjną, wspierając dzieci i rodziny w miejscu, gdzie dostęp do podstawowej infrastruktury jest ograniczony.

Projekt zakładał nie tylko budowę ścian i dachu. Obejmował również wykonanie fundamentów, podłogi, montaż okien i drzwi, organizację transportu materiałów oraz współpracę z lokalnymi wykonawcami. Ważnym elementem misji było także zaangażowanie mieszkańców, którzy wspólnie z wolontariuszami uczestniczyli w przygotowaniu terenu i kolejnych etapach budowy. Dzięki temu powstające centrum od początku było tworzone przez społeczność i dla społeczności.

Najważniejszym celem całej inicjatywy było stworzenie miejsca, które otworzy dzieciom dostęp do edukacji już od najmłodszych lat. Dla wielu z nich przedszkole w Ndotoi będzie pierwszą szansą na regularną naukę i rozwój bez konieczności pokonywania długich odległości każdego dnia. Kaplica i sala przedszkolna mają stać się przestrzenią wspierającą rozwój duchowy, edukacyjny oraz integrację całej lokalnej wspólnoty.

 

Kim są Masajowie?

 

Masajowie to jeden z najbardziej rozpoznawalnych ludów Afryki Wschodniej. Zamieszkują północną Tanzanię i południową Kenię, głównie tereny sawann i rozległych równin w okolicach Serengeti, Ngorongoro i Masai Mara. Posługują się własnym językiem maa, choć wielu z nich mówi również po suahili. Od pokoleń prowadzą półkoczowniczy tryb życia, a podstawą ich utrzymania jest hodowla bydła, kóz i owiec. Zwierzęta są dla Masajów nie tylko źródłem pożywienia i dochodu, ale także ważnym elementem ich kultury i tradycji. Charakterystyczne są ich czerwone stroje, bogato zdobiona biżuteria z koralików oraz silne przywiązanie do życia we wspólnocie.

Masajowie mieszkają w tradycyjnych osadach nazywanych boma lub manyatta. Każda osada składa się z kilku niewielkich chat ustawionych w kręgu i otoczonych ogrodzeniem z ciernistych gałęzi, które chroni mieszkańców oraz zwierzęta przed dzikimi zwierzętami. Chaty budowane są ręcznie, głównie przez kobiety, z materiałów dostępnych w najbliższym otoczeniu. Ich konstrukcję tworzą gałęzie i drewniane pale, a ściany pokrywa mieszanka gliny, błota, trawy i krowiego nawozu, który po wyschnięciu staje się trwałym materiałem budowlanym. Dachy najczęściej pokrywane są trawą lub strzechą.

Wnętrza chat są bardzo skromne. Zwykle składają się z jednego lub dwóch niewielkich pomieszczeń, w których znajduje się miejsce do spania oraz palenisko służące do gotowania i ogrzewania. W wielu wioskach nadal nie ma dostępu do bieżącej wody, kanalizacji ani elektryczności, dlatego codzienne życie mieszkańców opiera się na prostych rozwiązaniach i wzajemnej współpracy całej społeczności. Dzieci często muszą pokonywać wiele kilometrów, aby dotrzeć do szkoły, dlatego budowa kaplicy i sali przedszkolnej w Ndotoi ma tak duże znaczenie dla rozwoju i przyszłości lokalnej wspólnoty.

 

 

………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………

Rwanda

WOLONTARIAT SALVATTI.PL

1 lipca do 6 sierpnia 2026

Milena Nockowska-Bernardziak

 

Misja, która pozostanie w moim sercu

„A nade wszystko przyodziejcie się w miłość, która jest więzią doskonałości”.
To właśnie ten cytat był motywem przewodnim mojej misji w Afryce. Od pierwszych dni pobytu w Rwandzie wiedziałam i czułam, że moje pokłady ludzkiej miłości do drugiego człowieka są tak duże, że jestem w stanie obdarować nimi wszystkich potrzebujących. Poświęcony czas, umiejętność słuchania i dostrzegania potrzeb drugiego człowieka okazały się na wagę złota. Bardzo się cieszę, że mogłam uczestniczyć w zwykłej codzienności, zajęciach warsztatowych oraz przygotowaniu afrykańskiej szkoły na nowy rok edukacyjny.

 

Masaka – pierwsze dni wśród sióstr pallotynek

Pierwsze dni spędziłam w Masace, gdzie siostry pallotynki z wielką starannością pokazywały mi okolicę i opowiadały o organizacji swojej pracy oraz powołaniu. Kolejne dwa tygodnie mieszkałam w Ruhango, miejscu, gdzie znajduje się Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Wspólne życie z siostrami było dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem. Ich serdeczność i gościnność przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Siostry żyją skromnie, ale dbają o swoich gości i z przyjemnością angażowały mnie w swoje codzienne obowiązki. Wspólne gotowanie, pranie i prasowanie bardzo nas do siebie zbliżyły. Było dużo rozmów. Uczyłam się również języka kinyarwanda, który jest prosty, ale bardzo specyficzny. Więź, jaka się między nami nawiązała, mam nadzieję, że przetrwa na lata.

 

Ruhango – szkoła, codzienność i uroczystość zakończenia roku

Od rana do południa chodziłam do szkoły. Przygotowywałam dyplomy na zakończenie roku, dekoracje sal lekcyjnych oraz uczestniczyłam w pięknym wydarzeniu, podczas którego udzielano sakramentów i uroczyście wręczano świadectwa. Na sali obecne były lokalne władze, które z wielką wdzięcznością dziękowały Pallotyńskiej Fundacji Misyjnej Salvatti za fundusze na wybudowanie boiska szkolnego. Bez niego szkoła dalej nie mogłaby w pełni funkcjonować. Uroczystość była bardzo pięknie przygotowana. Towarzyszyły jej występy dzieci oraz wyjątkowe przemówienia ważnych osobistości. Bardzo mnie zaskoczyło, jak nadzwyczajnie to wszystko wyglądało.

 

Sanktuarium – wiara, która wzrusza

Często chodziłam do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, gdzie całodobowo odbywała się adoracja. To miejsce było dla mnie niezwykle ujmujące. Pełne ludzi, którzy z wielkim zaangażowaniem modlili się do Boga. Małe dzieci, młodzież i starsi – wszyscy razem. Widok był wzruszający i wywoływał ogromną radość serca.
W czasie pobytu w Ruhango miałam również możliwość poznać lokalną społeczność, towarzyszyć jej w codzienności i obserwować zachowania ludzi względem białego człowieka. Dzieci bardzo chętnie odwzajemniały uśmiech, lgnęły do nas i przytulały się. Dorośli byli bardziej zdystansowani, mało ufni i raczej smutni. Skrajne ubóstwo, zrezygnowanie i brak perspektyw były tego powodem. Byli też ludzie ciekawi, którzy sami zapraszali do rozmowy, dotykali mojej skóry, rąk i włosów. Było w tym dużo zwyczajnej ludzkiej ciekawości.

 

Codzienność Rwandyjczyków

Widziałam, jak dużą więź mają ze sobą rodziny, często żyjące w wielopokoleniowych „domach”. Domach z gliny, blachy czy też zbudowanych zwyczajnie z tego, co dała natura. Brak podstawowego wyposażenia, kuchni, łazienki czy prądu pokazały mi, jak można cieszyć się z małych rzeczy i jak bardzo docenia się to skromne życie. Przy domach zlokalizowane są paleniska, na których przygotowywane są posiłki – proso, ryż, a w wyjątkowych przypadkach fasola czy banany. Wody bieżącej brak.
Nie wszystkie dzieci chodzą do szkoły, ponieważ nauka w Rwandzie jest płatna, dlatego tylko nieliczni mają możliwość edukacji. Mimo biedy i braku zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych widać w Rwandyjczykach ogromną chęć życia. To ludzie z wielkimi marzeniami, podejmujący się wszelkich prac na rzecz rodziny i dbający o relacje z drugim człowiekiem. Nie ma tam takiego pośpiechu, gonitwy i braku czasu dla bliskich, jaki często znamy z naszego życia. Dzieci nie korzystają z telefonów, gdyż zwyczajnie ich nie posiadają. Spędzają ze sobą czas, grają w piłkę, tańczą i śpiewają.

Camp dla dzieci – bransoletki, zabawa i ogromna radość

Po dwóch tygodniach wróciłam do Masaki, gdzie właśnie rozpoczął się camp dla dzieci szkolnych. Codziennie brałam udział w warsztatach artystycznych. Wielką popularnością okazały się ręcznie robione bransoletki. Już po pierwszym dniu uczestników było tak dużo, że dzieci ledwo mieściły się przy stole. Każdego dnia starałam się, aby przygotować inne działania. Wraz z moją koleżanką Angeliką zdobyłyśmy zaufanie wychowawcy, który bez problemu powierzał nam dzieci pod opiekę. Poza bransoletkami wykonywałyśmy z dziećmi prace plastyczne i techniczne oraz prowadziłyśmy zajęcia ruchowe.
Każdego dnia od samego rana witała nas duża gromada chłopców i dziewczynek, którzy z niecierpliwością czekali na kolejne nasze pomysły. Fenomenem był fakt, że uczestnicy naszych warsztatów byli niesamowicie zdyscyplinowani, zainteresowani i wdzięczni za każdą naszą aktywność. To był naprawdę piękny czas.

 

Życie z siostrami – trochę jak dom

Codzienne życie z siostrami pomagało mi w tęsknocie za domem. Przygotowywałam polskie specjały, takie jak gołąbki czy placuszki, które bardzo wszystkim smakowały. Życzliwość sióstr, empatia i gościnność często mnie zaskakiwały. Dostałam od nich upominki oraz dużo ciepłych i wdzięcznych słów. W Masace ludzie byli bardziej otwarci. Zapraszali nas blisko swoich domów, opowiadali o swoim życiu i z wdzięcznością modlili się z różańcem.

 

Kibeho – miejsce objawień Maryjnych

Udało mi się wybrać na wycieczkę do Kibeho, miejsca objawień maryjnych. Poznałam Nathalie, która jest wizjonerką i przyjmuje wielu wiernych. Będąc tam na miejscu, odwiedziłam również siostry zakonne z Polski, które prowadzą ośrodek dla niewidomych. Mogłam podziwiać ich niezwykłe oddanie i poświęcenie na rzecz osób z niepełnosprawnościami.

 

Piękno Rwandy

Był też czas na zwiedzanie i doświadczanie piękna natury. Odwiedziłam Jezioro Kivu, Pałac Królów i plantację kawy. Czuję ogromną wdzięczność, że mogłam zobaczyć słonie żyjące na wolności i wspiąć się na górę Bisoke. Mogłam podziwiać niewiarygodne zachody słońca i skosztować przepysznego mango, którego smak okazał się niepowtarzalny – u nas takich nie ma.
Po Rwandzie najczęściej jeździ się mototaxi, którym i ja wybrałam się na niedzielną Mszę Świętą do przyszpitalnej kaplicy. Każdej niedzieli na Mszę chodziło bardzo dużo ludzi, a oprawa była tak piękna, że niejednokrotnie leciały mi łzy wzruszenia. Nauczyłam się również podstawowych kroków narodowego tańca oraz refrenu piosenki, do której tańczą Rwandyjczycy.

 

Pomoc, która ma znaczenie

Z Polski zawiozłam odzież i obuwie, które otrzymałam od darczyńcy. Przekazałam te rzeczy potrzebującym i doświadczyłam tym samym niesamowitej wdzięczności, łez wzruszenia i nadziei.
Zrozumiałam, jak ważne są słowa:
„Pomoc jednej osobie nie zmieni całego świata, ale może zmienić świat dla jednej osoby”.
To doświadczenie pokazało mi, że nawet niewielka rzecz może mieć dla drugiego człowieka ogromne znaczenie.

 

Hospicjum – spotkanie z cierpieniem

W ostatnich dniach odwiedziłam również hospicjum, w którym stacjonują siostry z Polski. Byłam bardzo wzruszona, kiedy słuchałam historii pensjonariuszy. Najbardziej utkwiła mi w pamięci historia młodej dziewczyny, która mieszkała wysoko w górach. Pewnego dnia, kiedy wracała do domu, do córeczki i męża, spadła z wysokości i złamała kręgosłup. Od tamtej pory nie porusza się samodzielnie i wraz z córeczką jest pod opieką sióstr.

Dzieci, których nie zapomnę

Na zawsze w moim sercu pozostaną dzieci z ulicy, które płakały w czasie naszego pożegnania. Dzieci, z którymi spędziłam najwięcej czasu. Najwięcej czasu na wysłuchiwaniu ich historii, na zabawie z nimi, tańcu, śpiewie i modlitwie. To właśnie te relacje najbardziej pokazały mi, jak ważna jest obecność drugiego człowieka.

 

Misja, która zmienia człowieka

W Rwandzie dzień zaczyna się około 6:30, a słońce zachodzi około 18:30. Czas szybko mija i mam wrażenie, że te pięć tygodni to jakby krótka chwila. Pojawiła się tęsknota i chęć powrotu do miejsca, które trochę przypomina dzieciństwo z dawnych lat – piękne, beztroskie i spokojne.
Przeżycia, jakie mi towarzyszyły, napełniły mnie pokorą, zrozumieniem i ogromnym szacunkiem do drugiego człowieka. Misja w Afryce, w Rwandzie, zmienia człowieka na zawsze. Pomaga zrozumieć, jak mądrze należy wspierać to, co sami zbudowali i stworzyli Rwandyjczycy.
Wiele rządów wykorzystuje Afrykę, jej zasoby i bogactwo, przyczyniając się do jej biedy. Afryka ma też piękne oblicze, które warto pokazywać. Ogromną wartość ma zapoznanie się z jej kulturą, zwyczajami i historią. I właśnie pokazując piękno Afryki, możemy jej pomóc. Jako wolontariuszka misyjna postrzegam Afrykę przez to, co widziałam, czego doświadczyłam i dzięki temu, co mam w sercu. Pomagać Afryce to pokazywać jej dobro innym ludziom.