Dariusz Świerk, wolontariusz Fundacji Salvatti.pl, od kilku miesięcy pracuje na Kubie, wspierając remonty przy jednej z parafii. Każdego dnia obserwuje, jak trudne potrafi być życie zwykłych mieszkańców wyspy i jak wiele wymaga od nich pomysłowości oraz cierpliwości.

Paliwo na kartki i z przerwami w prądzie

 

 

Na Kubie paliwo wydawane jest na przydziały. Mieszkańcy otrzymują wiadomość z dokładną informacją, którego dnia i na której stacji mogą je odebrać. Jeśli akurat dotrze wystarczająca ilość paliwa i będzie dostęp do prądu – można liczyć na realizację przydziału. W przeciwnym razie trzeba czekać.

Codziennością są także planowe wyłączenia prądu, zwane apagones. W wielu miejscowościach energia elektryczna dostępna jest zaledwie przez kilka godzin dziennie. Gdy prądu brakuje, mieszkańcy gotują na drewnie, węglu drzewnym albo na tym, co akurat uda się znaleźć.

Transport – od motorów po taxi colectivo

 

Komunikacja publiczna na wyspie jest bardzo ograniczona. Bilety kosztują zaledwie kilka peso, ale kursy są rzadkie i niepewne. Prywatny transport wygląda znacznie bardziej różnorodnie – od przerobionych motorów, przez stare samochody, aż po tzw. taxi colectivo, czyli nowsze busy kursujące na ustalonych trasach. Te ostatnie są jednak znacznie droższe i ceny przejazdów sięgają setek peso lub dolarów.

Żywność wciąż na kartki

 

Żywność nadal wydawana jest w systemie racji. Każdy mieszkaniec posiada kartkę, dzięki której może odebrać przydział w sklepie rządowym. Problem w tym, że dostawy są mniejsze niż potrzeby. Kto pierwszy przyjdzie – ten kupuje. Produkty, których nie uda się odebrać w danym miesiącu, przepadają.

W państwowych sklepach ceny są niższe, ale towar znika błyskawicznie. W dolarowych – wybór jest większy, ale przy obecnym kursie mało kogo stać na zakupy. W prywatnych – półki uginają się od towaru, lecz ceny są zaporowe. Nawet zwykła kawiarka potrafi kosztować tyle, że wielu Kubańczyków nie jest w stanie jej kupić.

wolontariat kuba

 

 

„Invento cubano” – wynalazek po kubańsku

 

W tej rzeczywistości rodzi się wyjątkowa pomysłowość. Kubańczycy nazywają ją invento cubano – wynalazkiem po kubańsku. To umiejętność radzenia sobie z brakiem i tworzenia prowizorycznych, ale działających rozwiązań. Można zobaczyć na przykład pojazd skonstruowany z motoru, który przewozi osiem osób i przypomina samochód zbudowany domowym sposobem.

Nadzieja mimo trudności

 

Choć życie na Kubie jest pełne wyrzeczeń, mieszkańcy nie tracą pogody ducha. W szpitalach przy chorych zawsze czuwa ktoś z rodziny, ponieważ personelu medycznego jest zbyt mało. Na ulicach widać solidarność i gotowość do dzielenia się tym, co się posiada.

„Kubańczycy żyją z dnia na dzień, ale nie tracą nadziei, że jutro będzie lepsze” – podkreśla Dariusz. Ich codzienność to balansowanie między systemem kartek a kreatywnymi wynalazkami, które pozwalają przetrwać.

Aby być na bieżąco śledź relacje wolontariuszy TUTAJ

Dodaj komentarz