Dla wielu dzieci w Tanzanii szkoła nie zaczyna się od dzwonka na lekcję, ale od długiej, męczącej i niebezpiecznej drogi. Zanim usiądą w ławce, muszą pokonać kilometry przez teren, na którym o świcie i o zmierzchu mogą pojawiać się dzikie zwierzęta. Kiedy wracają do domu, często nie czeka na nie spokojny wieczór z książką, ale obowiązki, opieka nad rodzeństwem i brak światła do nauki.
Dlatego internat przy szkole St. Martin w Tanzanii nie jest luksusem. Dla dzieci Masajów oznacza bezpieczeństwo, odpoczynek, regularną naukę i ochronę przed losem, który zbyt wcześnie odbiera im dzieciństwo.
Dzięki wsparciu Darczyńców możemy kupić 100 materacy i koców dla dzieci, które będą mieszkać przy szkole. To bardzo konkretna pomoc: łóżko, koc, pościel i miejsce, w którym dziecko może spokojnie zasnąć, a następnego dnia wrócić do nauki z nową siłą.
Ethan Edward Njuvainei, uczeń klasy 3, opowiada o czymś, co dla wielu z nas jest oczywiste — o świetle.
„W domu nie mamy prądu. Jedynym źródłem światła jest nafta, której czasem brakuje – wtedy nie mogę dokończyć lekcji, bo mama nie ma pieniędzy. Tutaj, w naszej szkole, prąd jest przez cały czas. Jestem pewien, że dzięki temu będę mógł wygodnie odrabiać lekcje, bo mam stałe światło”.
To jedno zdanie pokazuje, jak niewiele trzeba, by zmienić codzienność dziecka. Stałe światło oznacza możliwość odrobienia lekcji. Internat oznacza miejsce, w którym nauka nie kończy się wtedy, gdy w domu zabraknie nafty.
Dla Ethana to nie jest udogodnienie. To szansa, żeby nie zostać z tyłu.
Paulina Leonard Kindamoi, uczennica klasy 4, każdego dnia musiała pokonywać pieszo około 10 kilometrów. Rano szła do szkoły, a wieczorem wracała do domu. Po takiej drodze trudno skupić się na lekcjach, trudno nadrobić zaległości, trudno zachować dziecięcą radość.
Paulina mówi:
„Jestem taka szczęśliwa, że nie będę już musiała chodzić tak daleko do szkoły. To było dla mnie ogromne wyzwanie, bo codzienne przejście 10 km z domu do szkoły jest strasznie męczące. Do szkoły docierałam spóźniona i wykończona. Możliwość mieszkania w internacie bardzo mnie cieszy, bo wiem, że aż do końca semestru nie czeka mnie już to dalekie chodzenie rano i wieczorem”.
Internat skraca tę drogę do zera. Daje dziecku bezpieczeństwo, więcej czasu na naukę i zwykły odpoczynek, którego tak bardzo potrzebuje.
Wiele dzieci Masajów po powrocie ze szkoły od razu przejmuje obowiązki domowe. Dziewczynki często pomagają matkom, opiekują się młodszym rodzeństwem i wykonują prace, które zostawiają im niewiele sił na naukę.
Mulhat Muhsin, uczennica klasy 3, mówi:
„W domu prawie nie mam czasu na odrabianie lekcji, ponieważ opiekuję się młodszym rodzeństwem i zajmuję się obowiązkami. Późnym wieczorem jestem już tak potwornie zmęczona, że nie jestem w stanie się uczyć. Bardzo chciałabym mieszkać w szkole. To byłby dla mnie wspaniały, szczęśliwy czas”.
Te słowa są proste, ale bardzo mocne. Pokazują, że dziecko może chodzić do szkoły, a mimo to nie mieć realnych warunków do nauki. Internat daje nie tylko dach nad głową. Daje czas, ciszę, rytm dnia i obecność dorosłych, którzy wspierają edukację.
Racheal Sylvester, uczennica klasy 4, najbardziej cieszy się na możliwość ćwiczenia angielskiego.
„Naprawdę bardzo chcę lepiej mówić po angielsku. W domu moi rodzice mówią tylko w naszym ojczystym języku masajskim, więc nie mam jak ćwiczyć. W szkole będziemy trenować z przyjaciółmi, żeby lepiej rozumieć nauczycieli”.
Dla dzieci z tej społeczności angielski jest czymś więcej niż szkolnym przedmiotem. To język dalszej edukacji, egzaminów i przyszłych możliwości. Jeśli dziecko nie ma z kim ćwiczyć, szybko zostaje w tyle. Pobyt w internacie pozwala uczyć się także po lekcjach — w rozmowie, zabawie, codziennym kontakcie z nauczycielami i rówieśnikami.
Dzieci, którym pomagamy, pochodzą z tradycyjnej społeczności Masajów w okolicach Arushy. To rzeczywistość, w której edukacja nadal nie zawsze jest traktowana jako najważniejsza droga rozwoju. Chłopcy od najmłodszych lat pomagają przy zwierzętach, a dziewczynki bardzo wcześnie przejmują obowiązki domowe.
Najtrudniejsza jest sytuacja dziewczynek. Wciąż muszą mierzyć się z praktykami, które odbierają im bezpieczeństwo i dzieciństwo: przymusowym obrzezaniem, mimo że jest ono zakazane, oraz wczesnymi małżeństwami. Zdarza się, że dziewczynka zamiast do szkoły idzie w stronę dorosłości, na którą jest o wiele za mała.
Dlatego szkoła St. Martin i jej internat mają tak wielkie znaczenie. To nie jest tylko miejsce nauki. To przestrzeń ochrony, rozwoju i nadziei. Dziecko, które mieszka przy szkole, ma większą szansę uczyć się regularnie, zdać egzaminy i pójść dalej.
Program edukacyjny dla dzieci Masajów działa od 2001 roku. Opiekuje się nim Stella Aloyce Mollel, która od lat pomaga najmłodszym otrzymać szansę na bezpieczny start. To ona najlepiej zna codzienność dzieci, ich potrzeby i przeszkody, które stoją na drodze do edukacji.
Stella przypomina, że dzięki poprzedniej zbiórce udało się wesprzeć budowę i wyposażenie kuchni w szkole St. Martin. Dziś dzieci mogą otrzymywać posiłki w godniejszych warunkach. Teraz przyszedł czas na kolejny krok: wyposażenie internatu.
Jeśli dzieci mają zostać w szkole na noc, muszą mieć na czym spać i czym się przykryć. Potrzebują materacy, koców, pościeli i poduszek. To podstawowe rzeczy, ale bez nich internat nie może normalnie funkcjonować.
Zgodnie z kosztorysem przekazanym przez Stellę, potrzebne jest wyposażenie dla 100 dzieci. Zakup obejmuje przede wszystkim:
materace z twardym pokrowcem,
poduszki,
ciepłe koce,
komplety pościeli,
transport wyposażenia do szkoły.
Jeden materac z pokrowcem i poduszką kosztuje około 80 000 szylingów tanzańskich, czyli około 31 dolarów. Koc z kompletem pościeli to około 35 000 szylingów tanzańskich, czyli około 13,5 dolara. Trzeba również opłacić bezpieczny transport wszystkich rzeczy do szkoły.
Dzięki Darczyńcom cel zbiórki został przekroczony — zebrano 25 725 zł z potrzebnych 18 000 zł. To oznacza, że możemy odpowiedzieć na tę potrzebę szerzej i lepiej zabezpieczyć dzieci.
Z zewnątrz może się wydawać, że kupujemy zwykłe rzeczy: materace, koce, pościel. Ale dla dzieci Masajów oznaczają one dużo więcej.
Materac to spokojna noc po całym dniu nauki.
Koc to ciepło i poczucie bezpieczeństwa.
Internat to koniec codziennej, wyczerpującej drogi.
Stałe światło to możliwość odrobienia lekcji.
Bliskość szkoły to większa szansa na zdanie egzaminów.
A dla wielu dziewczynek — realna ochrona przed zbyt wczesnym małżeństwem.
To właśnie dlatego ta pomoc jest tak ważna. Nie chodzi tylko o lepsze warunki. Chodzi o stworzenie dzieciom przestrzeni, w której edukacja naprawdę staje się możliwa.
Razem pokazaliśmy, że konkretna pomoc potrafi zmienić codzienność wielu dzieci. Wcześniej udało się wesprzeć kuchnię w szkole St. Martin, teraz możemy pomóc w wyposażeniu internatu.
To kolejny krok w stronę miejsca, w którym dzieci Masajów będą mogły nie tylko przychodzić na lekcje, ale też mieszkać bezpiecznie, uczyć się regularnie, odpoczywać i rozwijać swoje możliwości.
Dziękujemy każdej osobie, która wsparła tę akcję. Dzięki Wam dzieci otrzymają coś bardzo prostego, ale niezwykle potrzebnego: miejsce do snu, ciepło, bezpieczeństwo i szansę na naukę.
Pallotyńska Fundacja Misyjna Salvatti.pl
ul. Wilcza 8, 05-091 Ząbki,
Tel. +48 532 248 352,
E-mail: salvatti@salvatti.pl,
Numer KRS: 0000309499
Bank Pekao SA, nr:
44 1240 1095 1111 0010 3468 8020
kod SWIFT: PKOPPLPW

Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.