Zadaniem Marcina i Mateusza jest remont i renowacja pokoi gościnnych Archidiecezjalnego Sekretariatu Katolickiego (ACS) w Addis Abebie, tak by były wykończone “w standardzie europejskim”, a Tomka – prowadzenie wakacyjnych korepetycji z matematyki.  

Prócz pokoi gościnnych w budynkach ACS są też biura archidiecezjalnego Centrum Duszpasterskiego, Wydziału Socjalno-Rozwojowego i siedziba Laikatu Katolickiego, więc za dnia Sekretariat jest wypełniony ludźmi. Tu też mieszkamy, więc z “domu” do “pracy” mamy dokładnie 2 minuty piechotą. Tuż obok znajduje się katolicka parafia pw. św. Michała Archanioła i po pracy czasem gramy z dziećmi w piłkę lub chodzimy na próby chóru (posłuchać lub napić się kawy).

Z otwartymi ramionami

Etiopia przyjęła nas z otwartymi ramionami. Wszyscy wokoło na powitanie życzyli nam, byśmy się przez te dwa miesiące czuli tu jak w domu i wszyscy dokładają starań, by tak było. Panie z kuchni przez pierwszy tydzień przygotowywały nam wyłącznie włoskie jedzenie, myśląc że będzie nam to bardziej smakować, niż indżera z sosem. Dopiero na naszą prośbę zaczęły podawać nam lokalne potrawy. Ojciec Petros, który koordynuje nasz pobyt w Etiopii, stara się nam zagospodarować każdą wolną chwilę i co weekend zabiera nas poza stolicę, byśmy mieli okazję zwiedzić kraj i poznać innych misjonarzy i wolontariuszy pracujących w Etiopii.

Etiopskie zwyczaje

Standardowym przywitaniem tu jest “Cześć. Jak się dziś czujesz?” po którym czasem następuje na przykład “Bo słyszałem, że wczoraj cię bolał brzuch. Czy dziś już lepiej?” lub “Jak się udała wycieczka? Nie jesteś zmęczony po podróży?”. Z tego powodu czasem dojście do pracy zajmuje nam cztery razy dłużej niż zwykle, bo wypada z każdym spotkanym pracownikiem się przywitać i zamienić dwa słowa.

Ufność Etiopczyków

Etiopczycy są bardzo otwarci, szybko nawiązują znajomości i bardzo je pielęgnują, zarówno dorośli, jak i małe dzieci. W pierwszym tygodniu, podczas spaceru po okolicy, podeszła do Tomka mała dziewczynka, złapała go za rękę i zaczęła iść z nami. Po minucie po prostu stanęła, pomachała nam na do widzenia i wróciła do mamy. Taka otwartość i ufność na początku była dla nas ogromnym zaskoczeniem, ale po dwóch tygodniach można się do niej przyzwyczaić, a po kolejnych dwóch wchodzi w nawyk. Etiopczycy są nie tylko bardzo otwarci i przyjaźni. Nieustannie się uśmiechają, cieszą się życiem i potrafią cieszyć się z małych rzeczy.

Kwestia wiary 

Większość taksówek jest z zewnątrz oklejona krzyżem lub obrazkami świętych, większość ludzi otwarcie nosi na szyi swoje krzyżyki lub różańce. Jako przywitania wszyscy używają słowa “Selam” – “Pokój”, “Pokój z Tobą”, które u nas wypowiada się zwykle tylko raz tygodniu, podczas niedzielnej Mszy św.

Msze święte w Etiopii 

Msze odprawiane są w rycie aleksandryjskim, inny jest ich porządek i inna oprawa. Obmycie przez kapłana rąk i przygotowanie darów następuje na samym początku Mszy i pozostają one na ołtarzu, aż do momentu konsekracji. W kościołach nie ma organów, oprawę muzyczną zapewnia chór z wiernymi, a jedynym akompaniamentem są tradycyjne bębny. Śpiew jest tu bardzo istotnym elementem mszy, jest przejściem od jednego obrzędu do drugiego. Ponieważ jest pieśnią uwielbienia, zawsze trwa długo i kapłan w tym czasie pokornie czeka by być dopuszczonym do głosu. Msza, którą podczas odpustu w kapucynów w Adamie odprawiał kard. Berhaneyesus trwała ponad cztery godziny.

Tutejsi misjonarze

Dużym przeżyciem były dla nas również spotkania z misjonarzami pracującymi w Etiopii. Ich cechą wspólną – bez względu na to, czy są to siostry zakonne, księża, czy świeccy – jest to, że żyją w ciągłym niedostatku, bo gdy zdobędą fundusze na jedną rzecz – dla przykładu: otwarcie kolejnej klasy, by móc przyjąć więcej dzieci do szkoły lub otwarcie poradni okulistycznej, by okoliczni mieszkańcy nie musieli szukać lekarza w odległym o 40 km mieście – natychmiast pojawiają się nowe potrzeby i walka o pozyskanie funduszy zaczyna się od nowa. Ogólnie – misją kościoła katolickiego w Etiopii nie jest ewangelizacja, ale dobroczynność – dawanie świadectwa nie przez słowa, ale czyny: opiekę nad biednymi, chorymi, potrzebującymi i zaniedbanymi przez państwo. Spotkania z misjonarzami pokazały nam również, że katolicy są swoistą elitą w Etiopii. Większość z tutejszych księży kształciła się za granicą, duża ich część to zakonnicy i mają wsparcie (również finansowe) swoich zgromadzeń, podobnie siostry zakonne.

Edukacja 

Szkoły katolickie są zwykle najlepsze w okolicy, dlatego swoje dzieci posyłają do nich również muzułmanie, protestanci i ortodoksyjni chrześcijanie. Katolickie przychodnie są zawsze tańsze, niż te państwowe, jakością wykonywanych świadczeń im nie ustępując i świadczą swoje usługi wszystkim, nie pytając o wyznawaną wiarę.

Nasza praca w Etiopii

Mamy okazję spotykać ludzi z całego świata: z Francji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Indii, czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Łączy nas jedno – wiara w Boga i chęć dzielenia się nią z innymi. Będąc tu, pogłębiamy łączność kościoła w Polsce z kościołem na świecie. Udajemy się w różne strony Etiopii, by poznać nie jedną, czy dwie, ale osiem placówek misyjnych, co pozwoli na lepsze wykorzystanie zasobów Fundacji i pieniędzy wpłaconych przez Darczyńców.

Świadectwo po powrocie do kraju

Istotą i nadrzędnym celem naszej obecności tutaj nie jest to, co robimy teraz, lecz to, co zrobimy po powrocie. Na misji spędzimy dwa miesiące, a w kraju – resztę życia. Zatem skupiamy się na tym, by móc jak najlepiej dać świadectwo o wszystkim, czego doświadczyliśmy – zarówno w kwestii tego, co my możemy ofiarować Etiopczykom, jak również, czego możemy się od nich nauczyć.

Cieszymy się, że mamy okazję tu być 

Często jesteśmy pytani, jak nam się podoba w Etiopii, co nas najbardziej tu cieszy, a co zasmuca, jak oceniamy nasz wyjazd. Na pewno nam się podoba – przez cały dotychczasowy pobyt nie było ani chwili, w której żałowalibyśmy przyjazdu tutaj. Trudno jednak powiedzieć coś więcej, bo jest wiele drobnych powodów tego, że czujemy się tu dobrze. Wzorem Etiopczyków cieszą nas małe rzeczy: Mateusza cieszy, jak nie choruje i komary go nie gryzą, Marcina – jak na śniadanie są naleśniki, a Tomka – jak spotka kogoś kto studiuje lub studiował matematykę. Najbardziej chyba po prostu cieszy nas, że mamy okazję tu być.

Powrót do domu 

Za niecałe dwa tygodnie będziemy musieli stąd wyjechać. Chcemy zakończyć przed wyjazdem wszystkie rozpoczęte prace i pozamykać wszystkie nasze projekty. Ostatni tydzień pewnie poświęcimy na zwiedzanie miasta i zakupy pamiątek. Mamy również w planach zorganizowanie w naszym ośrodku dnia polskiego, by przybliżyć ludziom z którymi żyliśmy historię i kulturę naszego kraju. Z jednej strony tęsknimy za domem i rodziną, a z drugiej – chętnie zostalibyśmy tu jeszcze dwa, trzy tygodnie. Powrót do kraju pozwoli nam jednak uzyskać inną perspektywę na to, czego tu doświadczyliśmy. Może dalej nie będziemy wiedzieć, co dokładnie najbardziej nas tu cieszyło, ale po upływie dwóch, trzech miesięcy chyba będziemy wiedzieć, czy chcemy tam wrócić.

Pozdrawiamy serdecznie z Etiopii. Pogoda gorsza niż w Polsce, lecz serca gorące!

Wolontariusze Salvatti.pl: Tomasz Madej, Marcin Floriańczyk, Mateusz Marcińczyk

 

Chcesz wesprzeć ten projekt?



 

 

Relacja i foto Tomasz Madej

Na zdj. Ula i Eliza (przyjechały z Salezjanami) i Magda (Kombonianka z Awassy), które spotkaliśmy w Emdibirze. 
ks. Jerzy Limanówka, prezes Salvatti.pl, o.Petros i wolontariusze w tradycyjnej restauracji Yod Abbisinia.